|
Zakładki:
Polecane:
Strony z mniejszym i większym wkładem mego "ego":
|
piątek, 16 października 2009
Lista z Prezydentem Naszym!
Skandal!!!!
Widzieliście, drodzy Czytelnicy, jak nas potraktowali??? Nas, Polaków? Nasz Najwyższy Przywódca, najlepszy z najlepszych, Wybraniec Narodu, Mniejszy Brat Słońca Żoliborza, Brat Szwagra Czarownicy znalazł się na liście:
http://hottestheadsofstate.wordpress.com/
A gdzie, jakby ktoś chciał szukać? Aż na 116 miejscu!!!!I to ma być "hot lista"??? Gdzie CBA??? Co na to Donek??? Grześ??? Paris Hilton????
- That's hot!
Dziękujemy Paris :p Ja rozumiem - ciężko będzie uzasadnić pomysł pokonania w takim rankingu Julii Tymoszenko, ale pierwsze miejsce ex aequo się należy jak psu kość! Prawda, Szanowni Internauci??? No... może jeszcze do spółki z Prezydent Argentyny :) I Alanem Rickmanem - zakładając, że będzie kandydował na Prezydenta RP. I coś czuję że głosów by nazbierał... Kto zagłosuje na Alana? ;)
I na koniec, i posta, i listy, ciekawostka - Benedykt XVI jest bardziej sexy od Kim Jong-Ila... Może ktoś pokusi się o jakieś uzasadnienie? ;)
ex aequo
czwartek, 15 października 2009
Taki tam pomysł...
No właśnie. Przechadzając się po mieście w celach podwyższenia PKB III RP taka rzecz mnie zaintrygowała... I w pracy, i w domu, i w różnych instytucjach są komputery. Prawda? Mniejsze, większe, srebrne, czarne - ale są. Komputery mają tyle różnych gniazdek. Więcej niż telefon! A skoro telefon może połączyć się z drugim telefonem, to może udałoby się połączyć i komputery? Można byłoby przez nie pogadać, załatwić coś w banku czy urzędzie i kto wie co jeszcze?
Jak sądzicie? Może to pomysł troszkę na wyrost, ale kto wie? Może by się przyjął...
wtorek, 13 października 2009
Dzień dobry!!!
Skoro już CBA "pękło" to zaryzykuje wyjście z ukrycia. Zwłaszcza, że ostatnimi czasy "ukrycie" dość mocno się zapełnia, a cóż, warunki sanitarno-żywieniowe w pięciu gwiazdkach na Holenderskich Antylach nie wytrzymują najazdu Grzesiów, Mirków czy Zbysiów. Do tego jak plotka rozpowszechniana przez wiadome siły niesie, ponoć jeszcze Przemek ma przyjechać.
To ja dziękuję. Wychodzę z cienia. Zwłaszcza że Polska jest oazą spokoju w kryzysowych czasach. I w Polsce nie ma terrorystów, trzęsienia ziemi i Berlusconiego. Jak wyjedzie Grześ, Miro i Zbysio - a może i Przemek, że tak pomarzę na głos... - to będzie raj biblijny.
A nie.... Zapędziłem się. Jeszcze jedna kadencja przecież.... Ważne, że całość idzie w słusznym kierunku. Jedynym słusznym. Przynajmniej patrząc na całość z Antyli Holenderskich.
A tak na poważnie to dziś mamy święto i nie muszę zmywać. Wolny wieczór!
Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!
wtorek, 26 maja 2009
Szyte politycznie :p
W jednej kwestii z Jackiem Kurskim muszę się zgodzić - sprawa nie jest śmieszna. Chyba, że komuś odpowiada humor w stylu Jasia Fasoli, wtedy tak, wtedy nabiera komediowego uroku. Osoba związana z Jackiem Kurskim, a tym samym z PiS, jest ścigana listem gończym. Co robi taki delikwent kilkanaście dni przed wyborami? Idzie do sądu i bierze udział w szamotaninie. Jak to zwykle w takich wypadkach policja towarzystwo wylegitymowała, spisała, sprawdziła, poszukiwanych zatrzymała, nietrzeźwych odstawiła na wytrzeźwiałkę itd. Teoretycznie wszystko fajnie, ale jak to zwykle w bajkach bywa jednym z zatrzymanych okazał się Bardzo Ważny Jegomość. Dzięki czemu już na starcie sprawa nabrała wymiaru politycznego. Zły Donek, rzucony na deski i liczony po raz piąty, postanowił przekupić sędziego i zaatakować poniżej pasa. Ech... Zuperłnie jakby IV RP wróciła.... Oczywiście mam swoją pokrętną teorię. Nie odrzucam hipotezy, że całe aresztowanie jest kolejnym dziełem reżyserskim Jacka Kurskiego. Oczywiście trudno wykluczyć iście autodestrukcyjną, jasio-fasolową logikę w wykonaniu Michała B., ale biorąc pod uwagę widmo nieuchronnych wyborów, niskie poparcie dla PiS, nie zdziwiłbym się, gdyby całe przedsięwzięcie miało pokazać PO jako partię wykorzystującą prokuraturę do swoich niecnych działań wobec PiS'u. I to nie tylko dlatego, że mnie już nic nie dziwi, ale dlatego, że można to uzasadnić. Przy okazji wróciła sprawa oświadczenia byłego prezesa PZU, Jaromira Netzla (dla zainteesowanych - Netzel sugerował, że Kurski domagał się od PZU finansowania filmu "Nocna zmiana") i wypowiedź Janusza Kaczmarka w "Kropce nad Moniką" z zeszłego roku, który Netzla poparł. Co prawda wiarygodność całej trójki jest dla mnie na poziomie wiarygodności papierów dłużnych PKN Orlen według agencji Moody's :p, ale strategia dalszej rozgrywki którą obierze Jacek Kurski bardzo mnie ciekawi. A zwłaszcza strategia obrony twierdzenia "szyte politycznie". Zwrot do zapamiętania - przyda się Wam w pracy ;)
czwartek, 21 maja 2009
Manipulacja i autorytet.
W języku potocznym "autorytet" wywodzi się bezpośrenio z łacińskiego "auctoritas" - oznacza poważanie i szacunek. "Auctoritas" posiadali starożytni Rzymianie, Senatorowie, postaci które w taki czy inny sposób zasłużyły sobie na zaufanie społeczeństwa. Autorytet już wtedy był czymś więcej niż władza. Dlatego tak ważny był Senat. Łatwiej teraz zrozumieć doniosłość wypowiedzi Cycerona :"Cum potestats in populo auctoritas in senatu sit" - ".Pomimo władzy ludu, autorytet jest w Senacie". Tłumaczenie z grubsza, z łaciny nigdy orłem nie byłem, ale jeśli pominiemy rzymski Senat , definicja "autorytetu" może wyglądać tak: Moc kierowania ludźmi tylko dlatego, że jesteś tym, kim jesteś. Od czasów starożytnego Rzymu świat się zmienił, ale wpływ autorytetu na społeczeństwo nie zmalał. Jedyna różnica, że autorytet opuścił Senat i wylądował w Hollywood. To oczywiście duże uproszczenie, ale chcę Wam jedynie pokazać, że dzisiejszy świat zrównał autorytet z popularnością. Kto ma większy szacunek w kwestii, powiedzmy, sekt religijnych - profesor psychologii czy Tom Cruise? Komu zaufamy w kwestii kremu do twarzy - profesorowi dermatologii czy Andy MacDowell? Oczywiście, to jedynie reklama. Tyle, że ludzie wysmarują się kremem L'Oreal i wstąpią do scjentologów omijając szerokim łukiem opinie prawdziwych autorytetów w tych kwestiach. Żeby było ciekawiej... Autorytet to nie tylko wielkie kampanie reklamowe i gwiazdy z górnej półki. Pamiętacie taką scenę z "Rejsu"? INSTRUKTOR KO Jak to - ze skrzynką? KOLEGA Oj nie o skrzynkę chodzi tylko że służbowo no! Ciii... zaraz zaraz... Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Służbowo! KONTROLER BILETÓW Jak to służbowo? KOLEGA Na statek. KONTROLER BILETÓW Aha. Jasiu tych dwóch do kapitana! Służbowo! Inna odmiana powyższego to tekst stosowany często z sklepach dużych sieci: W obu przypadkach ofiara manipulacji nie ma możliwości szybkiego sprawdzenia naszej wiarygodności. Oczywiście Sprzedawca może zapytać "Z którego?", ale to zdarza się bardzo rzadko. W obu przypadkach, i "Rejsu", i sklepu, stworzyliśmy w umyśle odbiorcy przekazu nasz autorytet - z jego punku widzenia jesteśmy kimś ważnym, mamy nieokreślone moce, które możemy podle lub szczodrze wykorzystać. W sposób wręcz dziecinnie prosty. Na koniec, bo wpis robi się ciut przydługi, rada bardzo serio. Jeśli podążacie za czyimś zdaniem tylko dlatego że jest, kim jest, zastanówcie się. Może być tylko tym, kim chce być.
wtorek, 19 maja 2009
Manipulacja. Reklama. Kot.
Jak rozpoznać manipulację najłatwiej zacząć od... reklamy. Żadna sztuka, przecież każdy wie, że reklama to właśnie manipulacja. Atakuje nas z każdej możliwej strony - i raczej mała szansa żeby takich ataków uniknąć. Przywykliśmy do obecności spamu, ulotek, 20-stu minut reklam w kinie, bloków reklamowych w trakcie filmów w telewizji, przerzucania 10 stron w czasopiśmie żeby do końca przeczytać artykuł, który spokojnie mieści się na jednej stronie. Reklama jest tak wszechobecna, że stała się naszym towarzyszem życia. I może dlatego większość ludzi twierdzi że...
Reklama na mnie nie działa! To po jakie licho firmy wykładają corocznie worki pieniędzy na obojętne dla konsumentów działania? Przecież za te środki mogliby ulepszyć jakość produktów albo zwyczajnie obniżyć ceny. Albo po prostu zwiększyć rentowność. Ale zarządy firm z większości sektorów gospodarki wolą pozbyć się ciężko zarobionej kasy na reklamy. Które na nas nie działają. Obłędne kółko :) Mam dla Was pytanie, moi drodzy Czytelnicy. Na pierwszy rzut oka pytanie co najmniej głupie i oderwane od tematu, ale to jedynie pozory. Otóż: Co ma Ala? Niech zgadnę. Kota? Skąd pomysł, że Ala ma akurat kota? I kim u diabła jest Ala? No właśnie. Ala towarzyszy nam od przedszkola. Ala z kotem przewija się tak często w naszym życiu, że z definicji ma tego kota. I już. Wracając do reklamy i kota. Znacie to? Twój kot kupowałby Whiskas. Akurat. Przecież Twój kot to nie samobójca! Ale każdy „wie" że kot by kupował. Skąd? Przecież reklamy na nas wpływu nie mają! A i kot rzadko się do nas odzywa. Jak widzę reklamę żarcia dla kota nie rzucam wszystkiego i nie lecę do sklepu. Tyle że będąc w supermarkecie, stojąc przed regałem z kocią karmą, Whiskas ma przewagę. Postrzegam go inaczej niż na przykład karmę „Kocie Przysmaki" (zakładam, że taka karma nie istnieje). Jak to się stało? Jak będziecie odpowiednio długo walić młotkiem w ścianę, to ją rozwalicie. Albo rozwalicie młotek. Coś rozwalicie. Zadaniem reklamy jest przebicie się do Waszej podświadomości z odpowiednim przekazem. I gwarantuję Wam, że za n-tym razem reklamodawca odniesie sukces. Oczywiście nie zamierzam Was przekonywać, że jesteście podatni na reklamę. Przecież nie jesteście. A co powiecie na szybki test? Pierwsze skojarzenie poproszę: Chipsy - Pożyczka - Króliczek - Kot - To jedynie pierwszy aspekt manipulacji - uporczywe powtarzanie dowolnej głupoty staje się w naszej świadomości prawdą. Jeśli nie mamy możliwości sprawdzenia czegoś, łatwo ulegamy, prawda? Do przysłowiowego bólu wykorzystują to koncerny i politycy. Zgroza... O tyle zgroza, że to najprostsze wytłumaczenie zasady działania reklam. Kolejne to wykorzystanie autorytetu dla poparcia sugerowanego wyboru. Ale o tym w kolejnym odcinku :) Zapraszam.
piątek, 15 maja 2009
Manipulacja.
Manipulacja jest jak Rycerz Jedi - może stać po stronie Dobra, może stać po stronie Zła. Albo jak Lord Vader tkwić gdzieś na granicy Ciemnej i Jasnej Strony Mocy. Manipulacja sama z siebie nie jest dobra lub zła. Jest tylko i wyłącznie drogą do osiągnięcia danego celu. Tylko i wyłącznie. Jest alternatywą wobec prośby, groźby, szantażu. Nie służy przekonywaniu do swojego zdania, ale do osiągania wspólnego stanowiska. No cóź... Zgodnego ze stanowiskiem osoby manipulującej ;) I właśnie dlatego warto poznać kilka najprostszych technik testowanych na nas codziennie. Manipulacja jest naprawdę łatwa do wykrycia. Pamiętaj o tym, zanim zaczniesz niszczyć sobie stosunki w domu czy pracy stosując namiastkę psychomanipulacji czy NLP. Żeby skutecznie posługiwać się tymi narzędziami, nie wystarczy wiedza teoretyczna. Potrzebne są odwaga, pewność siebie, tupet, bezczelność, opanowanie a nade wszystko - wieloletnie doświadczenie. Jeśli masz wrażenie, że dasz radę, obejrzyj kilka odcinków programu "Prawdziwe przekręty" na BBC Prime (chyba). Buszując po necie łatwo napotkać na strony, blogi czy fora poświęcone manipulacji. A skoro trafiłeś i tutaj, to pewnie już zauważyłeś że większość autorów stworzyła własną definicję manipulacji. Nie będę wyjątkiem w tej kwestii. Dla mnie manipulacja to stworzenie alternatywnej wizji rzeczywistości w umyśle osoby manipulowanej, rzeczywistości racjonalizującej podjęcie optymalnej dla manipulatora decyzji. Masz własną definicję? Chętnie przeczytam :) Chcesz się bronić skutecznie przed manipulacją? Musisz poznać mechanizm jej działania. Nie ma innej drogi. Ten blog nakierowany jest na to, abyśmy poznali techniki manipulacji wobec nas stosowane. Czy uważasz, że doświadczenia innych pomogą Ci oprzeć się manipulacji ze strony szefa, podwładnego czy parnera? Czy powinniśmy dzielić się takimi przeżyciami? Tak! Ucząc się na błędach innych i dzieląc się własnymi spostrzeżeniami bez wątpienia uchronimy się przed wieloma, na pierwszy rzut oka, korzystnymi decyzjami. Na blogu będę starał się opisać najczęstsze mechanizmy manipulacji, sposoby ich wykrycia i sytuacje w których się pojawiają. Zwykłe na pozór sytuacje, normalne zdarzenia i decyzje, których nigdy byśmy nie podjęli. Zdarzyło Ci się coś takiego?
czwartek, 14 maja 2009
Mniej niż Zero!
Teatrzyk Zielona Gęś miałby zaszczyt przedstawić rozmowe dwóch Polaków w wersji drugiej, gdyby Konstanty Ildefons Gałczyński nie poprzestał na pierwszej. A kontynuację umieścił w krainie absurdu totalnego. Dla przypomnienia wersję pierwszą, oryginalną, znajdziecie tutaj: http://galczynski.kulturalna.com/a-6652.html W myśl zasady lansowanej swego czasu przez Kabaret Potem, czyli: "Prawdziwa sztuka obroni się sama - ale nie przede mną", proponuję wersję drugą rozmowy dwóch Polaków, niekoniecznie ostateczną. W każdym razie wersję stanowiącą mój wkład do literatury Polskiej. A przynajmniej blogowej. Kurtyna unosi się i: Teatrzyk Zielona Gęś ma zaszczyt przedstawić rozmowę dwóch Polaków. Występują: Polak mały, lat pięć i trzy-czwarte; Polak duży, lat 38 i trzy-czwarte, były minister sprawiedliwości, poseł na sejm RP. Polak mały: Kto Cię lubi? Polak duży: Ja się lubię! Polak mały: Kto Cię kocha? Polak duży: Ja się kocham! Polak mały: Kto Cię pocałuję? Polak duży: Róża Hoh... Hoheeee... Hohaaaa.... Kto mnie pyta? Polak mały: No ja, Zbyszek Hohenstein. Polak duży grzebiąc w kieszeni: Jak? Jak? Jak? Polak mały: Mówię przecież: Hohenstein. Polak duży: To mnie spytaj jeszcze raz! Polak mały: Kto Cię pocałuje?
Polak duży wyjmując z marynarki dyktafon włączony na permanentne odtwarzanie: Hohenstein! Hohenstein! Hohenstein! Kurtyna! A na poważnie to mam dylemat. Czy w tej Brukseli, pełnej nazwisk znacznie bardziej skomplikowanych niż Hohenstein, Zbyszek Zero Ziobro da sobie radę? Czy powinniśmy Go tam wysyłać? Czy nas nie ośmieszy? Czy sobie poradzi? Zbyszek, masz jeszcze czas. Podzieli go między kampanię, prokuraturę i logopedę. Z akcentem na logopedę :p Inna wersja wystąpienia Zbyszka mówi, że Zbyszek żartował. Osobiście wierzę w to, że jednak Zbyszek się zaseplenił. Hohenstein to jednak trudne nazwisko. I tego będę się trzymał. Z bardzo prostej przyczyny - wole żeby w Brukseli reprezentowała mnie osoba, która ma problemy z wymową, niż persona, ktorej poczucie humoru znajduję się na poziomie Andrzeja Leppera. Przepraszam za porównanie. Andrzeju :p
środa, 13 maja 2009
Burning Cat Pictures zszedł na psy :p
Prawie jak u Hitchcoca. Burning Cat Pictures... presents... i ten głos... Mroczny i zły :p Kaczyński... nowe przeznaczenie... Czerwone litery na czarnym tle... Jak w horrorze... Wrrrrr.... Napięcie rośnie... I wtedy... Zupełnie niespodziewanie.... Pojawia się Słońce Żoliborza... -"Jeśli poprzecie Platformę Obywatelską, pomożecie sobie, pomożecie Polsce" - zakomunikował ze szklanego ekranu mieszkańcom Pisza Jarosław Kaczyński. Zanim zdążył się poprawić, został przez mistrzów X muzy zgnieciony w papierową kulkę i przezornie zniknięty, jakby to ujął Kubuś Puchatek. Ale na ekranie nie pojawia się pluszowy miś... O nie... Pojawia się On! Bestia! Właściwie to pojawił się Prosiaczek, że tak nawiążę do Alana A. Milne'a. Różowy. I całe napięcie szlak trafił. Hichcock wykonał ponad setkę obrotów w grobie, widzowie puścili oparcia foteli, a co poniektórzy nawet zmienili kanał. Skąpany w słońcu, może i Żoliborza, kompletnie niepasujący do horroru z początku filmu Palikot, przemówił w te słowa: "Jarosław, Bracie. Platforma nigdy Ci tego nie zapomni, a PiS nigdy Ci tego nie wybaczy". Zawyrokowała Bestia przebrana za Prosiaczka. Albo Prosiaczek udający Bestię. Napięcię siadło ostatecznie. Hichcock z rozpaczy umarł raz jeszcze. Widzowie, którzy nie przełączyli kanału, zasnęli. Fani Palikota powoli dochodzą do siebie na kozetkach psychanalityków. Albo na oddziałach intensywnej terapii. Mi się ciągle ręce trzęsą. Pośle Palikocie. Proszę. Apeluję. Domagam się! Niech Pan nie zaniża poprzeczki głupoty, dobrego smaku, . Liczymy na Pana, bo inaczej, dalibóg, przestaniemy o Panu pisywać. Na marginesie - można jeszcze używać zwrotu "na szklanym ekranie"? "Na plazmowym ekranie" brzmi nowocześnie, ale cokolwiek dziwnie, prawda?
wtorek, 12 maja 2009
Zyta Gilowska Reloaded.
Zapomnieliśmy o gospodarczej stronie PiS'u. A ona jest, istnieje, pojawiła się i walczy. Zyta ma dziwny dar do pojawiania się przy okazji wyborów. A może to Słońce Żoliborza rzucił na stół asa ze swojego krótkiego rękawka? Poważnie, przez chwilę nawet się przestraszyłem, że kampania staje się merytoryczna. Ale na szczęście - Zyta pozostała Zytą.
"Byłam na debacie u prezydenta, bo mnie zaprosił. A we Wrocławiu, by dać świadectwo. Chciałam sprzeciwić się bzdurom, które mówi się o decyzjach gospodarczych dwóch poprzednich rządów" - zakomunikowała Zyta "Rzeczpospolitej". Nawet zapomniałem, że rządy PiS to dwie ekipy. Kazio w wersji narodowościowo-katolickiej i Jarosław Kaczyński w wersji Jarosława Kaczyńskiego. To mi Zyta przypomniała. Ale jakie decyzje gospodarcze podjęły oba rządy PiS'u? Nie pamiętam. Oprócz obniżki podatków naprawdę nic mi głowy nie przychodzi. Więc mam prośbę - jeśli ktoś zapamiętał jakieś decyzje gospodarcze obu rządów poproszę o odświeżenie mojej pamięci. A! I nie piszcie, że Donek nic nie zrobił. Chwilowo znęcamy się nad Zytą :p Donek też dostanie swoję pięć minut :)
"Ilość głupot wypowiadanych na temat naszych rządów jest przerażająca. Chcę powiedzieć Polakom (...), że zostawiliśmy gospodarkę i finanse w stanie znakomitym. Nasi następcy, którzy obiecywali cuda, nie wiem jakiego rodzaju, otrzymali od nas spuściznę, jakiej można było tylko pozazdrościć". Albo w innej wersji:
"Przyjechałam tu, by stanąć po jasnej stronie mocy, bo ilość głupot wypowiadanych na temat naszego rządu jest straszna, Zostawiliśmy gospodarkę w stanie znakomitym. Nasi następcy jedynie obiecywali cuda. Ach, łotry, szelmy, łajdaki, chciałoby się powiedzieć za Mickiewiczem, ale takim językiem się nie rozmawia". Ach, cóż za prosty, palikotowy przekaz :)
Tak piękne zdanie Zyta wygłosiła na sobotnim czy niedzielnym kongresie PiS. A może były dwa? Jeszcze jedna ciekawostka a propos wizji Zyty na zejście deficytu budżetowego w roku 2008 poniżej 3% PKB:
"Co zrobili nasi następcy? Zmienili ten program konwergencji. (...) Musieli wiedzieć wiosną 2008 r., że te obietnice są bez pokrycia. Mimo to upierali się, że tenże deficyt w finansach publicznych w 2008 r. wyniesie 2,5 proc. Okazało się, że deficyt jest 3,9 proc. PKB. Różnica pomiędzy 2,5 proc. a 3,9 proc. to jest (...) 18 mld zł. (...) Jak można się tak pomylić?".
W obu wypowiedziach brakuje drobnego szczegółu - kryzysu. Każdy kto przeczytał przynajmniej podstawy ekonomii zna pojęcie cykli gospodarczych. Były, są i będą. Ale nawet specjalistyczna wiedza nie pozwoliła wielu specjalistom przewidzieć tak dotkliwego kryzysu. Ponieważ Zyta zalicza sama siebie do fachowców, to wnoszę, że o kryzysie zapomniała celowo. I tym samym nie bronie donkowego rządu - budżet już na starcie był zbyt optymistyczny. Podobnie jak budżet na ten rok.
Jakie z tego płyną wnioski dla wyborców? Kiedyś była taka piseneczka "nie wierzę politykom". Dawno to było, dawno. I kto to śpiewał? W międzyczasie dość mocno rozwinął się PR, polityczny marketing i zastosowanie NLP przy każdej możliwej okazji. Dochodzimy do absurdalnych stwierdzeń jak: pokażemy na kogresie nową twarz Prezesa, stworzymy internetową twarz Prezydenta, wylaszczony Wojtek, gospodarka kwitła dzięki nam. To wszystko coraz mocniej przybrane manipulacją dość miernych lotów sprawia, że ludzie często akceptują rzeczywistość opisywaną przez partyjne "jedynki". Czytając takie wystąpienia albo wpisy na blogu wylaszczonego Wojtka mam coraz większą pewność, że najmniejszego znaczenia nie ma kto te wybory wygra.
|